nie wiem skąd to się u mnie wzieło. czuję przecudowny wewnętrzny spokój i tak jakbym był w końcu ze wszystkim pogodzony. któregoś dnia, a był to koniec stycznia, po prostu wstałem rano i pomyślałem: "cholera! ja naprawdę lubię swoje życie i jestem szczęśliwy". na początku oczywiście się zdziwiłem. potem myślałem, że to tylko chwilowa euforia po jakiejś udanej imprezie, ale minęło kilka tygodni, a ja wciąż wyraźnie to czuję. ogłaszam to zatem niniejszym na piśmie. to chyba prawda.
miałem też wizję, mam nadzieję, proroczą, że ten rok będzie wyjątkowy i wydarzy się w moim życiu sporo dobrych rzeczy.
w zasadzie nie chce mi się już pisać tego bloga w obecnej formie. momentami świetnie się tu bawiłem, ale myślę, że była to jednak wypadkowa nie zawsze dobrych emocji. chwilowo takich nie posiadam.
przepraszam wszystkich, których tutaj uraziłem, choć skłamałbym, gdybym powiedział, że mi przykro. czasem potrafię być strasznym dupkiem, ale wszędzie gdzie spojrzę widzę jeszcze większych dupków ode mnie. więc walcie się :) wiem, że i tak mnie lubicie :) dziewczyny! nie martwcie się, ja tu wrócę. Zawsze wracam.
rok w rok wpadam w ten melancholijny, pół-depresyjny klimat. nie mogło rzecz jasna nie mieć to odzwierciedlenia w mojej twórczości, trwalszej niźli pomnik ze spiżu. przedstawiam trzy kolejne wiersze: "wiersz egzystencjalny", "człowiek magnes", który to uważam za mój najlepszy do tej pory utwór, oraz specjalnie dla Emilki - "dla Emilii".
kupujcie polskie
rap płyty.
"wiersz egzystencjalny"
znalazłem profile
moich kolegów i koleżanek
ze starej szkoły
koledzy mieli brody
a koleżanki dzieci i obrączki
mi nie rośnie
ani taka potrzeba
ani zarost
rosną mi raty
a więc też
się starzeję
"człowiek magnes"
wbudowany miał
oprócz standardowych narządów
magnes na zimne suki
jak same o sobie mówiły
a po cichu myślały:
"ten skurwiel jest dobry
i nie piśnie słówka"
a kiedy kończyły
następne stały już w kolejce
choć przecież człowiek magnes
był najmniej medialny
ze wszystkich
superbohaterów
"dla Emilii"
no,
tak
tu może być
ileś tam stopni
mniej
i ileś tam kolorów na ulicy
mniej
i ileś tam fajnych sklepów i kawiarni
mniej
też
ale nie ważne gdzie
tylko
z kim
się śmiejesz
więcej
jak się nie znacie na poezji, to przynajmniej napiszcie co tam, co nie.
mimo, że jesteście niewdzięczni, mam dla was trzy kolejne wiekopomne wiersze. już nie mogę się doczekać kiedy zacznę zarabiać na tym pieniądze, bo moje obecne zajęcie jest stresujące i przestaje mi się coraz bardziej podobać. te trzy napisałem w 15 minut.
apropo, uważam, że są całkiem w porządku.
"związki"
mam dla ciebie dobrą wiadomość
A. zerwała z K.
tylko będziesz musiał pozbyć się J.
ale i tak jesteś z nią tylko dlatego,
że rzuciła cię B.
bo pieprzyłeś się z S.
po tym jak ona pieprzyła się z P.
choć to akurat wyszło dopiero miesiąc później
nieważne
ta dziwka dostała za swoje
P. wrócił do D. pół roku później
teraz B. wydaje ci się mało atrakcyjna
myślę, że ty i A. bylibyście naprawdę zgraną parą
tej J. w sumie
nigdy nie lubiłem
"samotność"
w prawej dłoni mam cztery siatki z zakupami
a w lewej dłoni trzy
mam też komputer w torbie, ale
nie mam klucza,
którym mógłbym otworzyć drzwi
szukam go
bardzo zmęczony
i wściekły
a przedmioty, które kupiłem
wypadają mi z siatek na ziemię
jestem naprawdę wkurzony
choć wiem, że w środku
będzie bardzo spokojnie i cicho
może obejrzę dziś film
może poczytam książkę
a może z kimś porozmawiam
na gg
"moja mama"
wychowała mnie tak, że
potrafię poradzić sobie w każdej sytuacji
ale czasem żałuję,
że nie ma więcej czasu
w abonamencie
i że ja mam tutaj tak
kiepski zasięg
pierwszy jest relacją z piątku, którą mógłbym napisać w klasyczny dla siebie sposób, ale wolałem tak.
drugi to takie tam moje ostatnie przemyślenia, z odrobiną romantyzmu.
"nie my"
choć znam cię od zaledwie kilku godzin
i od zaledwie kilku drinków
ty mnie tak polubiłaś
i tak się upiłaś
że chcesz, żebym jechał z tobą do Sopotu
i każesz mi być
jutro o 12:00 na Centralnym
całkiem poważnie
a ja przekładam na 14:00
i czuję,
że muszę się napić
i czuję, że też cię lubię
i nic mnie nie obchodzi
że twoim ulubionym pisarzem jest Paulo Coelho
dopóki
się śmiejesz
i masz świetne nogi
a potem jedziemy taksówką
najpierw pod moje mieszkanie
i wiem, że chcesz, żebym wziął cię pod rękę i powiedział:
"nie wygłupiaj się i chodź do mnie
mam z czego zrobić nam po jeszcze jednym drinku"
ale musimy udawać, że
ja nie jestem taki
a ty nie jesteś z tych
"tęsknię, choć wiem, nie powinienem"
otworzyłem piwo
a potem otworzyłem notes
próbując nawiązać dialog
ze swoim zdrowym rozsądkiem
i robiłem listę rzeczy
i powodów
dlaczego nie jesteś odpowiednią kobietą dla mnie
i w gruncie rzeczy
to nienawidzę cię za to
i uważam, że jesteś głupią cipą
bo mogłem spędzić
te kilka godzin
bardziej
konstruktywnie